Omikron chyba bardziej zaraźliwy, ale być może łagodniejszy niż wariant Delta

Omikron chyba bardziej zaraźliwy, ale być może łagodniejszy niż wariant Delta

WHO wydała komunikat na temat nowego wariantu SARS-CoV-2 nazwanego Omikron. Zdaniem tej międzynarodowej organizacji Omikron wydaje się być bardziej zaraźliwy niż wariant Delta, który w Polsce nadal jest odpowiedzialny za obecną falę pandemii, ale jednocześnie też wydaje się być łagodniejszy, tj. powodować mniej nasilone objawy infekcji. Wciąż jednak jest wiele niewiadomych.

„Wstępne dane z RPA sugerują wyższe ryzyko ponownej infekcji dla osób wyleczonych z choroby lub zaszczepionych. Potrzebujemy jednak więcej danych, aby wyciągnąć mocniejsze wnioski” – zastrzegł w tym tygodniu sekretarz generalny Światowej Organizacji Zdrowia Tedros Adhanom Ghebreyesus.

Dodał, że „istnieją również dowody na to, że Omikron powoduje mniej dotkliwe objawy niż Delta, obecnie najczęstszy wariant, ale znowu jest za wcześnie, aby mieć pewność”.

Po tym, jak świat zalała medialna panika na temat nowego wariantu naukowcy apelują o cierpliwość, ponieważ na razie nie dysponują pełnymi danymi na temat zachowania się Omikronu. 

W wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej dr Piotr Rzymski, biolog z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu mówił, że wiadomo, iż wariant Omikron skumulował łącznie ok. 50 mutacji, z czego ponad 30 dotyczy zmian białka kolca.

„Nawet, jeśli ta liczba zmian w białku kolca jest rekordowa, to są to zmiany ok. 30 aminokwasów, a przecież to białko ma ich ok. 1270 – i myślę, że to pokazuje nam skalę zmian. Z jednej strony rekordową, a z drugiej strony wcale nie aż taką dużą, jaką moglibyśmy sobie wyobrażać. To wciąż koronawirus SARS-CoV-2, przed którym należy chronić się w taki sam sposób, jak przed każdym innym wariantem – zastrzegł.

Dodał, że część mutacji skumulowanych w wariancie Omikron znanych jest już z wariantu Alfa, Beta, Gamma, czy też występujących w wariancie Delta. Także on apelował o poczekanie na rezultaty badań.

Nie należy się spodziewać, że to ostatnia mutacja koronawirusa.

„Ten wirus ma jedną zmianę w każdym przepisaniu na tysiąc nukleotydów. Ma tych nukleotydów 30 tysięcy, więc dwie powstałe cząsteczki różnią się w 30 miejscach. Większość mutacji jest niekorzystna dla wirusa. Mogłaby powstać mutacja, która byłaby dla nas bardzo korzystna – mówi prof. Włodzimierz Gut, wirusolog z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny.

Tak by się stało, gdyby mutacja dotyczyła białka kolca w dwóch miejscach: odpowiedzialnym za łączenie się wirusa z błoną komórkową i odpowiedzialnym za rozpoznanie komórki. Wówczas SARS-CoV-2 nie mógłby wnikać do naszego organizmu.

„Niestety, jest to mało prawdopodobne”– mówi ekspert.

Podkreśla, że to my jesteśmy odpowiedzialni za transmisję wirusa. Wyjaśnia, że jeśli jesteśmy zaszczepieni, kontakt z wirusem jest dla niego mało korzystny, bo trafia na przygotowany organizm. Dzięki temu okres wydalania wirusa jest krótszy niż w przypadku zakażenia osoby nieprzygotowanej. Przed samym zakażeniem chronią zaś bariery fizyczne.

Źródło informacji: Serwis Zdrowie

Dodaj komentarz